Autor: Mateusz Wichary

Pismo Święte w nauczaniu Protestantów określa zasada Sola Scriptura. Jako protestanci rozpoznajemy Pismo jako Słowo Boże natchnione, bezbłędne, wystarczalne, jedno w przekazie. Rozpoznajemy również, iż objawienie szczególne zostało zakończone na skompletowaniu się Nowego Testamentu. Na tej podstawie sformułowaliśmy ową zasadę Sola Scriptura (tylko Pismo): tylko Biblia jest rozstrzygającym i ostatecznym argumentem w sprawach wiary i pobożności, a więc we wszelkich dziedzinach ludzkiego życia (2 Tymoteusza 3:16; Objawienie 22:18-20).

Nie oznacza to, że (i) protestantyzm odrzuca przydatność teologów. Wręcz przeciwnie: zasada ta skłania do szerokich badań związanych ze zgłębianiem treści Bożego objawienia. (ii) protestantyzm odrzuca tradycję. Przeciwnie, bardzo ją ceni, niemniej jako nienatchniony, omylny wykład Pisma, który musi być jako taki rozpatrzony w świetle jedynego nieomylnego autorytetu. (iii) protestantyzm odrzuca autorytet nauki jako taki. Przeciwnie: to odkryta przez Reformację doktryna Opatrzności Bożej, jako dająca podstawy pod wizję harmonijnego i uporządkowanego świata dała impuls do tworzenia się nowożytnej nauki. Nauka ma swój autorytet jako sposób badania świata; niemniej jakiekolwiek teorie bądź interpretacje konstruowane dla wyjaśnienia odkrywanych faktów dla protestanta muszą już być weryfikowane w świetle Pisma.

Oznacza to więc, ni mniej ni więcej, że ostatecznie sumienie chrześcijanina związane jest nie opinią ludzkiego interpretatora, kościoła czy tradycji, ale własnym, rozważnym zrozumieniem Pisma Świętego (Rzymian 14:23).

Pisząc powyżej o protestantach oczywiście mam na myśli tych protestantów, którzy są nimi nie jedynie z nazwy, ale wierzących zgodnie z protestancką spuścizną.

Katolickie kontrargumenty przeciw zasadzie Sola Scriptura

Pismo Święte nie uczy zasady Sola Scriptura. Czyli, Pismo nie uczy, że jest ostatecznym autorytetem.

Odpowiedź: Prawdą jest, że w Biblii nie znajdziemy stwierdzenia: Pismo Święte jest ostatecznym autorytetem. W podobny jednak sposób nie znajdziemy w nim pojęcia Trójcy, czy w jednym zdaniu klasycznej formuły chrystologicznej „prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek.” To jednak ani protestanta ani katolika ani prawosławnego nie zniechęca do tego, by w mówieniu o swej wierze używać tych pojęć i formuł w przekonaniu, że streszczają one nauczanie biblijne.

Czy więc Pismo uczy zasady Sola Sciptura? Tak, uczy i to w następujący sposób:

1.Treść objawienia jakie do powrotu Chrystusa obowiązuje kościół zawiera się w 100% w tym, co Jezus przykazał apostołom (Mt 28:20). Jest to objawienie Jezusa w tym sensie, że od Niego pochodzi (on nauczał apostołów) i Niego samego ma za główny cel. Jest to jednak również, jak wynika z tego wersetu, nauczanie w praktycznym wymiaerze apostolskie. To oni, a nie ktoś inny, otrzymali od Chrystusa nakaz uczenia narodów wszystkiego, co Jezus przykazał. To oni więc w sensie doświadczalnym byli tymi, którzy Jezusa Chrystusa poprzez czynienie uczniami, chrzest i naukę woli Jezusa czynili dostępnym dla innych, przez co wprowadzali ich w więź z Jezusem Chrystrusem (a oto ja jestem z wami po wszystkie dni do końca świata: czyli, Chrystus przyznaje się do kościoła, który w owej apostolskiej misji trwa).
2. Gdzie więc znajdujemy owo objawienie? Czym i gdzie jest nauczanie Jezusa Chrystusa/ apostolskie? Kościół rzymskokatolicki uczy tu o dwóch kanałach/strumieniach wypływających z jednego źródła Słowa Bożego: o Pismie Świętym i o Tradycji. Choć słusznie wskazuje na działalność Ducha Świętego w Kościele poza Pismem Świętym, utożsamianie służby Ducha z utrzymywaniem jakichś pozabiblijnych doktryn o apostolskim rodowodzie w hierarchii kościelnej, która stopniowo w historii je objawia, wydaje się absurdem. Temu nauczaniu protestanci przeciwstawili twierdzenie, iż nauczaniem apostolskim po prostu jest Nowy Testament, jako skończone dzieło, w Bożej opatrzności ujmujące te wszystkie elelmenty prawdy objawienia Jezusa Chrystusa, które Kościołowi były potrzebne. Apostołowie przekazali to, co przekazać mieli.

Takie zrozumienie objawienia dla kościoła nie neguje potrzeby dalszego działania Ducha Bożego. Przeciwnie, sola Scriptura właśnie owo działanie implikuje. Jest to jednak nie działanie dodawania przez Ducha czegoś do apostolskiego (Chrystusowego) Nowego Testamentu, ale działanie wyjaśniania prawdy raz na zawsze w nim przekazanej tak, by Kościół był w stanie za nią skutecznie walczyć, zgodnie z nakazem z Listu Judy: „uznałem za konieczne napisać do was i napomnieć was, abyście podjęli walkę o wiarę, która raz na zawsze została przekazana świętym” (w. 3).

Jakie na taką perspektywę autorytetu istnieją biblijne argumenty?

Naukę Jezusa wyczerpuje to, co przykazał apostołom (Mt 28:20). Apostołów, którzy byli świadkami Jego objawienia i służby (co jest rekojmią ich wiarygodności i uzasadnieniem szczególnej funkcji ich posłannictwa, czyli apostolskości) już dziś nie ma (Dz 1:21). Fundamentem dla Kościoła jest więc ich nauka (Ef 2:20), którą dla nas pozostawili jawnie i w namacalny, weryfikowalny i poznawalny sposób w dokumentach Nowego Testamentu (Ef 3:4; Łk 1:4; J 20:31). Treścią tej nauki jest objawienie Syna, przez którego Bóg przemówił do świata i Kościoła w sposób ostateczny, nie chcąc mówić inaczej i o niczym innym (Hbr 1: 2). Nowy Testament nie tylko więc nie wskazuje nam na jakąś potrzebę nowych doktryn, ale sprzeciwia się uzupełnianiu, zmienianiu kerygmy objawionej w pierwszym wieku (Gal 1:6-9; Judy 3; Hbr 13:9). Jezus Chrystus jest obecny w swym Kościele, który trzyma się Jego nieprzemijającej ewangelii i przykazań (Mt 28: 20; Hbr 13:8; 1P 1:22-25).

3. Podsumowując więc, Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, ze względu na fakt, iż jest ostatecznym objawieniem woli Bozej,o czym przekonuje nas jego treść, którą jest objawienie Syna, oraz charakter nauczania apostolskiego, jest ostatecznym autorytetem. Uczy więc o tym, iż ani kościół ani żadna jednostka nie może uważać się za autorytet większy.

Praktycznie oznacza to, że protestant może wskazać to, co go obowiązuje (Pismo), podczas gdy katolik zawsze musi wskazać na Kościół jako tego, kto wie, co go obowiązuje. Protestant musi wierzyć w natchnienie Pisma; katolik muysi wierzyć w natchnienie Kościoła w całej jego historii. Co okazuje się najeżone wysoce arbitralnymi rozstrzygnięciami kto w zasadzie, kiedy i dlaczego był bądź nie był, jest bądź nie jest natchniony.

Pismo Święte nie określa swojego kanonu. Robi to kościół, stąd kościół jest nadrzędny wobec Pisma. Odpowiedź: to, że kościół musi rozpoznać kanon nie oznacza, że Pismo nie ma uprzedniego względem rozpoznania przez kościół autorytetu. Wręcz przeciwnie: właśnie ma - przecież nie można rozpoznać tego, czego nie ma! I dlatego że Pismo ów autorytet posiada, tak ważne jest odróżnienie go od tego, co nie jest natchnionym Słowem Bożym, Pismem Świętym.
Kościół, nie Pismo, jest nazwany “filarem i podwaliną prawdy” (1Tm 3:15). Odpowiedź: (i) protestanci nie zaprzeczają posiadania przez kościół autorytetu. Przeciwnie, właśnie na podstawie tego fragmentu uważają, że zadaniem kościoła jest zachowanie ewangelii. Gdyby nie kościół, prawda nie byłaby głoszona, a więc i znana. Fragment ten jednak nie mówi nic o tym, iż kościół ma ową prawdę w sobie inaczej, jak ze Słowa Bożego, a to nalezałoby udowodnić, by zaprzeczyć zasadzie sola Scriptura.

Są dowody na to, że Słowo Boże będzie przekazywane następnym pokoleniom nie tylko w formie tekstu, ale i poprzez pouczenie ustne (2Tes 2:15; 2Tm 2:2).  Odpowiedź: (i) Z tego, że 2 Tesaloniczan wzywa Tesaloniczan do trwania w nauce przekazanej im przez apostołów, nie tylko poprzez list, ale i nauczanie ustne wcale nie wynika, że tak ma być przez cały okres trwania kościoła. Apostołów dziś nie ma, mamy ich teksty. 2Tesaloniczan był natomiast pisany w czasie, gdy  wszyscy apostołowie (bądź większość) wciąż chodziła po ziemi, a pierwsze księgi Nowego Testamentu dopiero zaczęły powstawać. naturalne jest więc, że w takich okolicznościach wskazuje im na najbardziej dostępną

wtedy forę nauczania, czyli słowo mówione. Fragment ten więc nie naucza konieczności ciągłego pouczenia ustnego od apostołów (czy konieczności ich kontunuatorów); mówi jedynie, że był czas, że tak właśnie było. (ii) 2 Tymoteusza 2:2 to raczej zasada duszpasterska, lub wskazująca serce procesu uczniostwa, niż jakikolwiek dowód na sukcesję. Nie jest tu nic powiedziane o domniemanym ciągłym procesie tego pouczenia, ani o jego konieczności; widzimy po prostu zasadę, która jest ważna w budowaniu przywódców w kościele.
Autorytetem dla Jezusa Chrystusa i apostołów były również źródła pozabiblijne, np. Mt 23:2-3: “mównica Mojżesza” to termin teologiczny faryzeuszów; Judy 6 cytuje apokryficzną Księgę Henocha. Odpowiedź: (i) nauczanie Sola Scriptura nie zaprzecza prawdzie poza Pismem. Twierdzi natomiast, że to, czy ona tam jest, czy nie, należy rozpatrywać w świetle Jego normy. (ii) natchnieni autorzy mieli wolność korzystać z czego chcieli, nawet z pogańskich poetów (Tyt 1:12).

Wolna interpretacja Biblii prowadzi do herezji, podziałów i skrajnie różnych poglądów. Odpowiedź: (i) nie ma alternatywy.

A w szczególności, katolicyzm jej nie prezentuje.  W kościele katolickim miesza się mnóstwo róznych poglądów, ciężko jednoznacznie określić, nawet pobożnym katolikom, czego w zasadzie kościół naucza, a czego nie. Przykładem może być np. stosunek do ewolucji i stworzenia. Co Kościół ma na ten temat do powiedzenia? Podobnie kult maryjny - z jednej strony istnieją protestantyzujące wyjaśnienia (modlimy się z Maryją, a nie do Maryi), a z drugiej kwitnie popierana i przez nikogo nie poprawiana tzw. “pobożność ludowa” gdzied Maryja jest jawnie prezentrowana jako centrum adoracji. I nikomu to nie przeszkadza. Skoro nie przeszkadza, to najwyraźniej jest czymś słusznym. Jak to więc jest? Albo pytanie o to, kto w zasadzie jest katolikiem. Pobożni katolicy twierdzą, że jeśli ktoś nie komunikuje przynajmniej raz do roku, nie jest katolikiem. Mam więc proste pytanie: dlaczego kościół katolicki zwodzi miliony ludzi (chodzi mi o tych nie komunikujących) co do ich tożsamości? Skoro ktoś nie jest katolikiem, powinien być o tym poinformowany przez napomnienie i ostatecznie wykluczenie. Tak jednak się nie dzieje. Skoro tak się nie dzieje, skoro nikomu to nie przeszkadza, to najwyraźniej Kościół ostatecznie nie ma jakiejś ustalonej perspektywy na ten temat. Albo ją ma, lecz podchodzi niepoważnie do jej realizacji. Tak czy inaczej, nie widzę jako protestant w tej postawie za grosz konsekwencji. Podsumowując więc: w dochodzeniu do prawdy nie widzę alternatywy dla zasady sola Scriptura. A szczególnie, alternatywą wcale nie jest stanowisko katolickie, gdyż monolit nauczania tego kościoła poprzez wieki jawi mi się fikcją.

Jedyne co faktycznie przez wieki istnieje, to katolicka hierarchia. Ale nie jedna wiara w sensie jednych przekonań. Tak przy okazji: pomimo protestanckiego rozdrobnienia istnieje WIĘKSZA jednośc między nami co do przekonań niż pomiędzy katolikami. Jeśli ktoś (przynajmniej w Polsce) mi się przedstawia jako protestant, mogę bezpiecznie założyć, że ma szacunek do Pisma Świętego, jest trynitarny, liczy na Jezusa Chrystusa jako pośrednika, liczy na łaskę

Bożą nie uczynki jako podstawę swego zbawienia, zna podstawowe wersety Nowego Testamentu,

modli się przed jedzeniem i zazwyczaj chodzi do kościoła (zboru).  Jeśli rozmawiam z katolikiem, mogę się spodziewać WSZYSTKIEGO -

od wiary w reinkarnację, UFO, Matkę Ziemię, cudowną moc różańca przez całkowity agnostycyzm do grup niemal nie odróżnialnych od

charyzmatycznych kościołów protestanckich.

(ii) od czasów tworzenia się Nowego Testamentu istnieje zjawisko

(a) różnic w poglądach (1Kor 1:12). Samo w sobie nie jest złe. Złe jest wtedy, gdy chrześcijanie nie widzą zasadniczej jedności ze względu na owe drugorzędne różnice (1:13).

(b) odstępstwa i herezji (np. Gal 1:6-9; 1J 2:19). Odstępstwo było i będzie, i wyjściem nie jest takie definiowanie bycia chrześcijaninem, by ludzie nie nawróceni i niewierzący wciąż pozostawali w strukturach kościoła, jak to ma miejsce w KK.

(iii) poznanie Biblii to obowiązek każdego człowieka. Nasze lenistwo i chęć bycia w tym wyręczonym przez kogoś innego wcale nie jest dobrym powodem dla istnienia kogoś, kto za mnie decyduje o tym, czego ono naucza.

Podejście Kościoła Katolickiego.
Kościół Katolicki nie zgadzając się z zasadą Sola Scriptura zauważa nauczanie biblijne o ostatecznym charakterze objawienia Syna, definiuje jednak rolę apostołów nie jako wyjaśniających w natchniony sposób raz na zawsze to, co zostało objawione w Synu, lecz raczej jako ustanawiających w kościele urząd, oraz przypisujących pewnym osobom autorytet, tak, by owo objawienie w natchniony sposób całą historię interpretował. Stąd (i) interpretacja Pisma inna niż zgodna z nauką Kościoła Katolickiego jest heretycka. (ii) Chrześcijanin jest zobowiązany do wierności nie tyle Pismu, co owemu kościołowi, który poprzez posiadanie tradycji ma monopol na właściwą jego interpretację, gdyż to Tradycja jest niezbędnym światłem umożliwiającym zrozumienie Pisma Świętego. Więcej: to kościół, jako obdarzony żyjąca w nim Tradycją ustanawia kanon Pisma, a więc ustala, co jest, a co nie jest natchnione. Pismo Święte i Tradycja to “dwa strumienie jednego Słowa Bożego” wypływające z jednego źródła. Pismo w żaden sposób nie jest zwierzchnie wobec Kościoła, który obdarzony jest autorytetem nauczycielskim, ze względu na żyjącą w nim Tradycję. Zachowywanie Pisma Świętego bez zachowywania Tradycji jest złe. Wierzyć należy tak samo gorliwie w jedno, jak w drugie.

Praktyczny wniosek z tego jest taki, że nie wolno każdemu człowiekowi samemu interpretować Biblii. Biblia, tłumaczą, jest bez interpretacji nieomylnego Kościoła niezrozumiała. Jeśli pozostawi się jej rozumienie ludziom, a nie wyznaczy odgórnie jak ją rozumieć, to będziemy mieli 1500 interpretacji, jak właśnie w protestantyzmie.

Pytania wobec stanowiska katolickiego.
1. Pierwszy problem takiego postawienia sprawy pojawia się gdy się zapytamy: a kto tak powiedział? I dlaczego miałbym temu komuś wierzyć? “Kościół. Nieomylny, posiadający żywą w nim Tradycję, rzymsko-katolicki.” Chwileczkę, przecież dopiero staramy się to udowodnić! Tu okazuje się jednak, że dalszych argumentów brak. Jeśli bowiem katolik odwoła się do Pisma, to zaczyna zachowywać się jak protestant - to Biblia ustanawia autorytet kościoła w tym momencie, a przecież kościół ma go bezpośrednio od Boga, czyli ta metoda zaprzecza twierdzeniu. Okazuje się, więc, że dowód polega na tym, że kościół to powiedział, że jest nieomylny, bo jest nieomylny, a ma rację, bo po prostu ją ma i już. Kościół więc zyskuje funkcję Pisma w protestantyzmie: staje się nieweryfikowalnym i samo się ustanawiającym najwyższym autorytetem. Zaraz się przekonamy, że nie jest w stanie unieść tego ciężaru.

2. Drugi problem takiego postawienia sprawy pojawia się, gdy zapytamy: no dobrze, jaką więc mamy alternatywę dla osobistego osądzania interpretacji Biblii? Cóż takiego proponujecie w zamian? Odpowiedź brzmi niezmiennie: my mamy specjalnych, nieomylnych fachowców od tego, by mówić Ci, w co wierzyć. Oni nas jednoczą. Popatrz na protestanckie rozdrobnienie i naszą jedność. Wasz stan to prosty skutek odrzucenia owego wspaniałego błogosławieństwa, jakim jest nieomylny Urząd Nauczycielski Kościoła.

3. Po trzecie, zastanówmy się nad istnieniem i naturą owego autorytetu. To bardzo silny argument psychologiczny. Szczególnie dobrze działa na tych, którzy nie mają zielonego pojęcia o nauczaniu Pisma, których w życiu do niego nic nie ciągnęło, i którzy z prawdziwą radością pozostawiają jego poznawanie w rękach owych Wykwalifikowanych Fachowców. Dalej, wydaje się to być potwierdzone praktyką z innych dziedzin - każda dziedzina wiedzy ma swoich fachowców, którzy są w danej sprawie autorytetami. Dlatego przeciętnemu katolikowi nauczanie to wydaje się słuszne i sensowne.

Cóż na to odpowiemy? Przede wszystkim, rzeczywiście, istnieje podobieństwo pomiędzy katolicką koncepcją “fachowców od Pana Boga” i fachowcami z innych dziedzin, niemniej jednak niepełne. Żaden komputerowiec, choćby najlepszy i mający wielki posłuch, nie będzie twierdził, że jest nieomylny w sprawach komputerów. Twierdzenie takie może mogłoby zrobić wrażenie na nieuświadomionym plemieniu w centrum Afryki, ale dla każdego, kto choć trochę się na nich zna, będzie naiwne i zarozumiałe. Podobnie z innymi dziedzinami wiedzy. Innymi słowy: czym innym jest wskazanie na potrzebę autorytetów w danej dziedzinie, a czym innym przypisywanie im nieomylności. Z pewnością więc uzasadnione czy nawet konieczne jest istnienie autorytetów w sprawach wiary. I zasada Sola Scriptura wcale temu nie przeczy: przeciwnie, owe ludzkie autorytety nawet ustanawia (w zborze). Niemniej, zasada Sola Scriptura sprzeciwia się wskazywaniu na jakiegokolwiek fachowca ludzkiego z przekonaniem, że jest on nieomylny. Wszyscy fachowcy, choćby najlepsi, mogą się pomylić. Dlatego mamy prawo ocenić, czy rzeczywiście się na swojej robocie znają. Jak? Sprawdzając ich zrozumienie Pisma w samym Piśmie.

Zasada Sola Scriptura nie nawołuje również wcale do podejrzliwości wobec wszystkich autorytetów ludzkich. Widać to w naszych zborach, w których przecież zazwyczaj dlatego właśnie wybieramy pastorów, że rozpoznajemy w nich pewne umiejętności tłumaczenia Pisma; że im ufamy. I bardzo dobrze - nic w tym złego. Niemniej, powinno dla nas zawsze być oczywiste iż owo zaufanie nie oznacza zaufania ślepego i bezgranicznego; że zawsze mamy prawo zastanawiać się po kazaniu z Pismem w ręku, “czy tak się rzeczy mają” bo to zaprawdę szlachetne usposobienie (Dz 17:11). Tak więc, Sola Scriptura nie przeczy potrzebie nauczycieli i fachowców. Wskazuje jednak należne im miejsce - są autorytetami, ale nie ostatecznymi, gdyż ostatecznym jest samo Pismo.

Następna część odpowiedzi to bliższe przyjrzenie się owemu nieomylnemu autorytetowi, który oferuje Kościół Katolicki. Jest z nim pewien problem. Otóż przede wszystkim, ciężko wskazać jego depozytariusza (rozporządzającego nim), a co za tym idzie, w zasadzie nie można go poznać i na nim polegać. Kto w zasadzie jest nieomylny? W praktyce jest to biskup, czy nawet proboszcz, gdyż dla świeckiego katolika to oni reprezentują hierarchię kościoła, w której gdzieś owa nieomylność jest zdeponowana. Spróbuj jednak zacytować któregoś z nich w dyskusji z katolickim apologetą. Od razu okaże się, że jesteś w błędzie; że tak naprawdę to nie oni są nieomylni. A więc kto? Teolodzy? Teolodzy również nie są nieomylni, gdy trzeba - czyli gdy są niewygodni (co oczywiście nie przeszkadza powoływać się na ich zdanie, gdy potwierdzają tezę naszego dyskutanta). Szukamy dalej - sobory. Sobory, co ciekawe, również wcale nie są nieomylne. To znaczy, w zasadzie są (nie można temu oficjalnie zaprzeczyć), ale w praktyce nie są. Znów - kiedy trzeba. Czyli, taki na przykład Sobór Trydencki, gdy rozmawiasz z katolikiem bardziej znającym Pismo Święte, jako niewygodny, jest lekceważony. “Przypatrz się przyjacielu nauczaniu 2 Soboru Watykańskiego” radzi ci z uśmiechem, gdy cytujesz dość egzotyczne postanowienia Trydentu. Gdy mu zwrócisz grzecznie uwagę, że zdaje się, wszystkie sobory kościoła katolickiego w równej mierze są obowiązujące, oraz że Vaticanum 2 w żadnej mierze nie wycofał poprzednich twierdzeń doktrynalnych, uśmiech zniknie z jego twarzy. Okaże się, że we wstrętny sposób się czepiasz. Jeśli wytłumaczysz mu, że nie, że po prostu poważnie dociekasz czym jest ów błogosławiony Nieomylny Głos Kościoła, który podobno odrzucamy, i który przecież nie objawił się w połowie XX wieku, lecz niezmiennie prowadzi, zdaniem katolików, ich w prawdzie 2000 lat, okażesz się szczególnym impertynentem.

Zastanówmy się więc: skąd taka reakcja? Ano stąd, że jeśli rzeczywiście Vaticanum 2 wprowadził istotne zmiany, i to takie, które dezaktualizują nauczanie niektórych wcześniejszych soborów, to najwyraźniej nie ma nieomylnego, wciąż tego samego głosu prowadzącego niezmiennie katolików przez 2000 lat. I trzeba to przyznać. Ale uświadomienie sobie tego oczywistego faktu jest dla katoików niewygodne. Bo jeśli zmiana nastąpiła, to nastąpiła; znaczy się - coś się zmieniło. Czyli: z czegoś się wycofaliśmy i twierdzimy coś innego. Mit o niezmienności upada.

Jeśli natomiast trafimy na konserwatywnego katolika, który twierdzi, że zmiany nie ma, czyli Urząd Nauczycielski wciąż głosi to samo, czy to Trydent czy sobory watykańskie, pojawia się kolejny problem - z wyjaśnieniem oczywistych zmian pomiędzy Soborami. Które sobory są obowiązujące? Które opinie papieży są obowiązujące? I jak odróżnić te obowiązujące i nieomylne od tych nieobowiązujących i omylnych?

Przypatrzmy się papieżom, z którymi sprawa wygląda podobnie. W praktyce prawie zawsze jest nieomylny (szczególnie obecny w naszym, rozmiłowanym w nim kraju). Ale jak trzeba, to nieomylny nie jest. Trzeba wtedy, gdy coś w życiorysie przeczy chwalebnemu przekonaniu o nieomylności. Na przykład Papież Wiktor /192/ najpierw zatwierdził montanizm a później go potępił. Liberiusz /358/ przyzwolił na potępienie Anataziusza i przyznał się do arianizmu, by móc wrócić z wygnania i odzyskać swój tron biskupi. Grzegorz I /785-790/ nazwał antychrystem każdego, kto przyjąłby miano uniwersalnego biskupa; a w przeciwieństwie do tego Bonifacy III /607-609/ pozwolił nadać sobie ten tytuł przez cesarza. Eugeniusz IV /1432-1439/ zatwierdził sobór w Bazylei i przywrócenie kielicha eucharystycznego Czechom; Pius II /1458/ to odwołał. Hadrian II /867-872/ zawyrokował, że cywilne małżeństwa są ważne; gdy zaś Pius VII /1800-1823/ potępił je. Sykstus V /1585-1590/ opublikował edykt o Biblii i bullą zalecał, aby ją czytano; natomiast Pius VII potępił czytanie Biblii.

Przykłady niekosnekwencji można mnożyć. Ważna jest zawsze tylko obecna ich interpretacja, w myśl zasady: jeśli fakty historyczne nie dowodzą naszej tezy (niezmienności), tym gorzej dla faktów. Okaże się, że pomimo tego, iż dany papież wydawał w swoim mniemaniu wiążące dla kościoła opinie, wcale takie nie były. Jakim prawem? Takim prawem, że on umarł, a kościół dziś żyje i ustala, kto i co było/jest nieomylne. Jaki kościół? I skąd wiemy, że ktoś i jego po śmierci nie uzna za omylnego? Znów, okazuje się, że się czepiamy.

Podobnie sprawa ma się z Doktorami Kościoła, którzy o ile wiem, również są nieomylni. Tu sprawa wygląda już zupełnie beznadziejnie, gdyż wielu z nich nie tylko przeczy sobie nawzajem, ale nawet niektórzy z nich zmieniali swoje poglądy w czasie życia (całkiem normalne skądinąd i ludzkie, trudno ich za to winić, choć trudno również uznawać za nieomylnych), co tworzy problem w zasadzie nierozwiązywalny, które z ich przekonań uznawać za słuszne i nieomylne, a które nie.

Tuż przed podsumowaniem próbka owych nieomylnych tekstów, które mają zwykłym wierzącym pomagać w wierze, dając im właściwe zrozumienie Pisma Świętego:
“Kościół rzymskokatolicki ma prawo do przymuszania siłą do wiary. Twierdzenie, że KRzK może jedynie stosować perswazję i przekonywanie, i że przymuszanie siłą jest przekroczeniem ze strony KRZK jego władzy, jest heretyckie, gdyż “Bóg obdarzył Kościół mocą nie tylko kierowania przez radę i przekonanie, ale i nakazywania poprzez prawa, wymuszanie i przymuszanie siłą niestałych i upartych za pomocą zewnętrznych sądów i zbawiennych kar”. (Auctorem Fidei)
“Palenie heretyków jest zgodne z wolą Ducha św. Zaprzeczanie temu jest zgubną herezją, obraĄliwą i szkodliwą dla wiary.” (Exsurge Domine)
“Posłuszeństwo każdej ludzkiej istoty biskupowi rzymskiemu jest niezbędne do osiągnięcia zbawienia.” (Unam Sanctam)
“Wprowadzenie do użycia języka narodowego do modlitw liturgicznych - jest fałszywe, zuchwałe, zakłócające pokój dusz”. (Auctorem Fidei)
Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że “bez miłości nie ma prawdziwego posłuszeństwa wobec Prawa” (Ex Omnibus).
“Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że “Żadna łaska nie przychodzi inaczej jak tylko przez wiarę”. (Unigenitus)
Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że “Kościół, czyli cały Chrystus, ma jako głowę wcielone Słowo, lecz członkami są wszyscy święci” (Unigenitus).
“Poznanie tajemnic religii nie powinno być przekazywane kobietom poprzez czytanie Pisma Świętego.” (Unigenitus)
“Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że “Zabranie z rąk chrześcijan Nowego Testamentu, bądź trzymanie go zamkniętego dla nich poprzez odebranie im środków umożliwiających jego zrozumienie, to zamykanie przed nimi ust Chrystusa.” (Unigenitus)
“Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że “Zakazywanie chrześcijanom czytania Pisma Świętego, a szczególnie Ewangelii, jest zakazywaniem synom światłości korzystania ze światła oraz powodowanie, iż cierpią oni pewnego rodzaju ekskomunikę” (Unigenitus)

Podsumowując: Urząd Nauczycielski jawi się jako autorytet wirtualny, kształtowany dla potrzeb bieżących trendów w kościele katolickim. Bardzo niechętnie jest ujmowany w jakieś ramy, gdyż jakiekolwiek wyraźne ujęcie owego “nieomylnego drogowskazu” grozi odkryciem prawdy, że król jest nagi; że kościół się myli, że zmienia swoje przekonania. I bardzo niechętnie przedstawiany protestantom. Nam, oraz świeckim katolikom, pokazuje się tylko ogólną koncepcję, reklamując ją słuszną skądinąd potrzebą fachowców również w dziedzinie teologii. Pamiętajmy jednak, że potrzeba fachowców to nie to samo, co roszczenie sobie prawa do nieomylności.